wtorek, 12 sierpnia 2014

Rozdział 5.

*Perspektywa Sky*

- Dziewczynki, pobudka jest już ósma.- Powiedziała śpiewnie Trudy, przetarłam sennie oczy i miło się do niej uśmiechnęłam, Polly tylko przeklęła pod nosem i zaczęła jęczeć.
-NO właśnie, jest 8!- Powiedziała w międzyczasie ziewając.
-Śniadanie już czeka zejdźcie na dół jak się ubierzecie.- Powiedziała wychodząc z naszego pokoju.
-Eeee, w co się ubierasz?- Zapytała podchodząc do szafy, wzruszyłam ramionami i podeszłam do przyjaciółki. Ona zaś wybrała już dla siebie błękitny sweterek i zwykłe czarne rurki. Postanowiłam że dzisiaj ubiorę się w zwykłą białą bokserkę i jasne jeansy. Po wykonaniu porannych czynności razem zeszłyśmy do stołówki, po drodze przyłączając się do Tiff, która zawzięcie dyskutowała z Justinem.

Zajęłam swoje stałe miejsce między Victorem  a Claudią, przy stole zostały dwa wolne miejsca jedno na przeciwko mnie, należące do Andre i miejsce obok, Petera. Z smutkiem spojrzałam w kierunku pustego krzesła. Nie zwracając na to dłużej uwagi zaczęłam spożywać swój posiłek.
-Hejooo, stęskniliście się bachory?- Krzyknął Peter, który aktualnie poruszał się o kulach. Za nim do pomieszczenia wszedł Andre, od razu nawiązaliśmy kontakt wzrokowy.
-Hej.-Przywitał się z mną siadając na swoim miejscu, zerknął na mój zabandażowany nadgarstek.
- M...możemy potem porozmawiać? - Cicho zapytał, patrząc mi w oczy. Skinęłam głową.
-Bożeee czemu nikt się nie odzywa?!- Zajęczała Tiffany, ale nikt nie odpowiedział.
- Pozwólcie, że ja przemówię.- Powiedział za jej plecami Jenner, a ja na jego widok straciłam apetyt.
-Dzień dobry.- Powiedziała Tiff, spuszczając  nisko głowę.
-A więc wczoraj przemyślałem kilka kwestii, i bardzo nie podoba mi się wasze zachowanie, brak jakiegokolwiek szacunku do mojej osoby, a już nie wspomnę o kulturze osobistej.- Po jego słowach Justin cicho fukną, a Rich tylko uciszył go wzrokiem.
-Kontynuując, od dnia dzisiejszego, będziecie jeździć do szkoły zajmującej się taką niedojrzałą młodzieżą jak wy, jakieś pytania?- Zapytał z uśmieszkiem na ustach. Polly zgłosiła się.
- Tak panno Middlton?- Skinął na nią.
-Gdzie znajduje się ta szkoła? Czym będziemy docierać, i ile czasu dziennie tam spędzimy?- zapytała.
-W Londynie, wynająłem autobus, 4 godziny.- Odpowiedział na jej pytania. A my słysząc to zajęczeliśmy. Serio 4 godziny w szkole, z czego podróż autobusem do Londynu zajmie nam około godziny. I o jakim on do cholery "szacunku do jego osoby" mówi!
-Jak nie macie więcej pytań, to proponuje zabrać swoje rzeczy, ponieważ wasz transport przyjedzie za pół godziny, Liam jedzie z wami i żądam odpowiedniego traktowania dla niego.-Powiedział to i wyszedł. My tylko wymieniliśmy między sobą porozumiewawcze spojrzenia i nagle każdy z nas wstał od stołu zmierzając do swojego pokoju w błyskawicznym tępię. Szybko wzięłam swój plecak, spakowałam do niego bluzę, butelkę wody i długopis no i oczywiście trochę pieniędzy, nie wiem może się przydadzą. Wyszłam na zewnątrz gdzie czekali już na mnie przyjaciele.

- No to idziemy, na przystanek, tak?- spytała Claudia, a my przytaknęliśmy.
-Kuźwa, chyba zostawiłam otwarte okno, jak zacznie padać to znowu nam wszystko zaleje.- Jęknęłam.
-CO?! Idź szybko.- Powiedziała Polly, pośpieszając mnie. Kiedy dotarłam do swojego pokoju, zorientowałam się, że okno jest zamknięte. Dałabym sobie rękę uciąć, że go nie zamknęłam.
-Pff, trudno.- Powiedziałam do siebie i zaczęłam zmierzać w kierunku, przystanku, który okazał się pusty. Zaczęłam panikować, przecież Jenner mnie zabije. Z bezradności kopnęłam w ławkę, a moja stopa zaczęła mnie piec. A więc zostałam tutaj sama, z bolącą stopą, zamkniętym oknem, i na dodatek zaczyna padać deszcze. Nagle przy przystanku zatrzymał się czarny samochód. A jego szyba opadła.
-Do Londynu?- Zapytał ochrypnięty głos, a ja stwierdziłam od razu ,że jest mega seksowny.
Nie zastanawiając się dłużej podeszłam do drzwi od strony pasażera i zajęłam miejsce obok kierowcy. Spojrzałam w stronę mojego wybawiciela i napotkałam się na to intensywne zielone spojrzenie.
-Jestem Harry. - Powiedział wyciągając przed siebie dłoń, którą miałam zapewne potrząsnąć. Ale przez moje gardło nie przeszło ani jedno słowo, po prostu delektowałam się jego pięknem.



Czytasz=Komentujesz 

2 komentarze:

  1. [spam]
    Zaraza opanowuje Ferelden. Plaga nadciąga, a w środku niej znajduje się Delilah; młoda elfka z nieznanej nikomu wioski. Jej zasady odbiegają od reszty kraju, a prawa, którymi się kieruje, są niezrozumiałe dla towarzyszy dziewczyny. Zostaje zmuszona do podróżowania z trójką innych Szarych Strażników, w tym z jej przyjacielem. Na początku stara się do nikogo nie zbliżać, lecz potem zaczyna powoli przekonywać się do Zayna. Nigdy nie potrafiła zrozumieć jego wiecznie dobrego humoru, jednak ciągnęło ją do niego i nie potrafiła nic z tym zrobić.
    Wojna puka do ich drzwi w najmniej odpowiednim momencie. Co gorsze, to właśnie ta czwórka musi ją powstrzymać, by ich kraj przetrwał. Zaraza szerzy się, a oni walczą z nią, pomagając sobie nawzajem.
    Jak zakończy się ta historia? Co zrobi Delilah? Jakie są jej uczucia względem Zayna? A co z Oliverem? Zapraszam na Upadłych Szarych Strażników.
    http://upadli-szarzy-straznicy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń