*Perspektywa Sky*
Peter nie wybudził się od wczoraj, a ja jak skończona
kretyna siedzę przy jego łóżku w towarzystwie Andre. Dyrektor ma to w dupie czy
Walker ma krwotok wewnętrzny i to czy w ogóle się wybudzi. Zmartwiona Trudy
zadzwoniła do dr.Green’a , który zapewnia nam opiekę medyczną i jest
przyjacielem Rich’a. I tylko dlatego nie
zawiadamia policji o tym co się tutaj dzieje.
-Kiedy on się do cholery obudzi?!- zapytał Andre.
-Jest pod wpływem silnych środków przeciwbólowych, powinien obudzić
się w najbliższym czasie.
-Co znaczy w najbliższym czasie ?!- chłopak prawie
wykrzyczał.
-Ej uspokój się… -Powiedziałam mając na celu uspokoić go zanim
zrobi to Jenner.
-Kurwa to mój przyjaciel!
Kiedy. On. Się. Do. Cholery. Obudzi.- Wycedził przez zęby.
-Panie Parker proszę sobie wyobrazić że ja też mam przyjaciół.-odparł doktor.
-Z pańskim poczuciem humoru, wątpię… -Odgryzł, wkurwiony
Andre, Green zakończył swoją pracę, i opuścił pomieszczenie, do którego po
chwili weszła reszta naszych przyjaciół.
-Ej co z nim? Trzyma się?- Spytał się Victor.
-Kurwa a wyglądał jakby się trzymał?
-Andre daj już spokój.- Próbowałam go uspokoić. Ale ten
tylko obdarzył mnie lodowatym spojrzeniem. Rzadko mogliśmy zaobserwować Parkera
w takim nastroju, normalnie odgrywał rolę naszego klauna.
-Parker przestań się na wszystkich wyżywać, debilu!
–wrzasnął Justin.
-Zamknijcie się idioci, głowa mnie kurewsko boli- Odezwał się
zamulony głos na wpół przytomnego Petera .Wszyscy spojrzeli w kierunku naszego przyjaciela
który lekko się uśmiechał.
-Dłużej spać nie mogłeś? Wystraszyłeś nas- powiedziała z
troską w głosie Tiffany.
-Miałem bardzo fajny sen. Jednorożce były na łące.
Jednorożce wszędzie. Takie koloroffeeee.
-Kurwa co oni mu za leki dali- Powiedział Andre śmiejąc się
ze swojego przyjaciela.
-Nie śmiej się z kaleki. –Odparł równie rozbawiony Peter.
-Ale dobrze się czujesz? Co on ci zrobił? Tak się o ciebie
baliśmy. Powiedziałam przyciszonym głosem.
-Jezu Sky przestań się tak martwić.
-Jest okey… no w miarę. Ale ja wam mówię jutro idziemy grać
w nogę nie Andre? Justin? Victor też idziesz z nami?
-Kurwa Peter ty nigdzie się przez najbliższy czas nie
wybierasz! –Krzyknął Andre.
-Sky. Szepnęła Claudia.
-Huh?
-Spójrz w okno. On tam jest. Tam jest Lis. On cię widzi.
Odwróciłam się w kierunku okna, ale nic nie zobaczyłam.
-Claudia, tam nic nie ma, tam nie ma żadnego lisa.
-Jest. On cie obserwuje. Schowaj się. Sky! Chowaj się!
-Claudia spokojnie. Nikogo tam nie ma. – Próbowałam ją
uspokoić. Choć szczerze mówiąc zaczął mnie już trochę martwić jej stan. Claudia
zaczęła przewracać krzesła i kopać wszystko w pomieszczeniu.
Claudia, spokojnie-momentalnie znalazł się przy niej Justin,
ale ona nie dawała za wygraną.
-Czemu nikt mi nie wierzy!!!???-krzyknęła do nas, z
łzami w oczach.
-Justin zabierz ja stąd-powiedziała Polly, a chłopka
posłusznie wykonał jej polecenie.
-Zaczynam się o nią martwić-
powiedziałam do wszystkich a oni przytaknęli.
-Tiff podaj mi lusterko, proszę?- powiedział ze smutkiem
Peter. Zmartwiona blondynka podała
przyjacielowi to o co prosił. A my wszyscy spuściliśmy głowy w dół.
-o Boże…- szepnął z niedowierzaniem. Długie cienkie
rany, biegły od początku kości
policzkowych, do linii szczęki. Walker zawsze był tym przystojnym w grupie,
miał największe powodzenie u dziewczyn. A ten chuj go tak oszpecił, dla mnie i
tak jest piękny.
-Zostaną po tym blizny-chłopak użalał się nad sobą, Victor tylko przytakną.
-Ej stary, blizny są męskie- próbował zażartować Andre. A
Tiffany tylko trzepnęła go w ramię.
-To moja wina- zajęczałam, z rozpaczy. A Andre fukną
zirytowany.
-Ej chodź tu do mnie- powiedział Walker i poklepał puste
miejsce obok siebie. Wykonałam jego polecenie. Chłopak odgarną pojedynczy kosmyk
moich kasztanowych włosów za ucho i pogłaskał mnie czule po policzku. A
następnie pozwolił mi wtulić się w swoje ciało.
-Ej już nie płacz, to nie twoja wina, a poza tym nie żałuję
tego co zrobiłem, Liam nie powinien zaczynać tematu.- po tym jak wypowiedział
te słowa, Andre wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
-Czasami zachowuje się jak baba w ciąży- fukną Peter, a my
wszyscy się zaśmialiśmy.
*Perspektywa Andre*
Kurwa, jak on może ją pocieszać! Wszyscy doskonale wiemy że
to jej wina, ale nikt tego kurwa oczywiście nie przyzna! Uwielbiam Sky ale
użala się nad sobą jak święta krowa!
-Stary co jest? Po mojej prawej pojawił się Justin.
-Co jest?! Kurwa wszyscy doskonale wiemy że gdybanie Sky to
nic by się nie wydarzyło!
-Ja pierdole Andre! Rozumiem do chuja że to twój przyjaciel,
ale zrozum że Sky nie ma na to wpływu co robi jej Rich! Nie wyżywaj się na niej
bo na to nie zasługuje!
-Daj mi spokój.
Mam ich wszystkich
dość. Jak się martwisz to źle, a jak sie martwisz to też kurwa źle. Wszedłem do
pokoju trzaskając drzwiami i rzucając się na łóżko.
-Andre? Przepraszam.
Peter jest na prawde dobrym przyjacielem. Rozdzial suuper czekam na nexta !! :*
OdpowiedzUsuń