środa, 23 lipca 2014

Rozdział 3.

*Perspektywa Sky*

Peter nie wybudził się od wczoraj, a ja jak skończona kretyna siedzę przy jego łóżku w towarzystwie Andre. Dyrektor ma to w dupie czy Walker ma krwotok wewnętrzny i to czy w ogóle się wybudzi. Zmartwiona Trudy zadzwoniła do dr.Green’a , który zapewnia nam opiekę medyczną i jest przyjacielem Rich’a.  I tylko dlatego nie zawiadamia policji o tym co się tutaj dzieje.
-Kiedy on się do cholery obudzi?!- zapytał Andre.
-Jest pod wpływem silnych środków przeciwbólowych, powinien obudzić się w najbliższym czasie.
-Co znaczy w najbliższym czasie ?!- chłopak prawie wykrzyczał.
-Ej uspokój się… -Powiedziałam mając na celu uspokoić go zanim zrobi to Jenner.
-Kurwa  to mój przyjaciel! Kiedy. On. Się. Do. Cholery. Obudzi.- Wycedził przez zęby.
-Panie Parker proszę sobie wyobrazić że ja  też mam przyjaciół.-odparł doktor.
-Z pańskim poczuciem humoru, wątpię… -Odgryzł, wkurwiony Andre, Green zakończył swoją pracę, i opuścił pomieszczenie, do którego po chwili weszła reszta naszych przyjaciół.
-Ej co z nim? Trzyma się?- Spytał się Victor.
-Kurwa a wyglądał jakby się trzymał?
-Andre daj już spokój.- Próbowałam go uspokoić. Ale ten tylko obdarzył mnie lodowatym spojrzeniem. Rzadko mogliśmy zaobserwować Parkera w takim nastroju, normalnie odgrywał rolę naszego klauna.
-Parker przestań się na wszystkich wyżywać, debilu! –wrzasnął Justin.
-Zamknijcie się idioci, głowa mnie kurewsko boli- Odezwał się zamulony głos na wpół przytomnego Petera .Wszyscy spojrzeli w kierunku naszego przyjaciela który lekko się uśmiechał.
-Dłużej spać nie mogłeś? Wystraszyłeś nas- powiedziała z troską w głosie Tiffany.
-Miałem bardzo fajny sen. Jednorożce były na łące. Jednorożce wszędzie. Takie koloroffeeee.
-Kurwa co oni mu za leki dali- Powiedział Andre śmiejąc się ze swojego przyjaciela.
-Nie śmiej się z kaleki. –Odparł równie rozbawiony Peter.
-Ale dobrze się czujesz? Co on ci zrobił? Tak się o ciebie baliśmy. Powiedziałam przyciszonym głosem.
-Jezu Sky przestań się tak martwić.
-Jest okey… no w miarę. Ale ja wam mówię jutro idziemy grać w nogę nie Andre? Justin? Victor też idziesz z nami?
-Kurwa Peter ty nigdzie się przez najbliższy czas nie wybierasz! –Krzyknął Andre.
-Sky. Szepnęła Claudia.
-Huh?
-Spójrz w okno. On tam jest. Tam jest Lis. On cię widzi.
Odwróciłam się w kierunku okna, ale nic nie zobaczyłam.
-Claudia, tam nic nie ma, tam nie ma żadnego lisa.
-Jest. On cie obserwuje. Schowaj się. Sky! Chowaj się!
-Claudia spokojnie. Nikogo tam nie ma. – Próbowałam ją uspokoić. Choć szczerze mówiąc zaczął mnie już trochę martwić jej stan. Claudia zaczęła przewracać krzesła i kopać wszystko w pomieszczeniu.
Claudia, spokojnie-momentalnie znalazł się przy niej Justin, ale ona nie dawała za wygraną.
-Czemu nikt mi nie wierzy!!!???-krzyknęła do nas,  z  łzami w oczach.
-Justin zabierz ja stąd-powiedziała Polly, a chłopka posłusznie wykonał jej polecenie.
-Zaczynam się o nią martwić-  powiedziałam do wszystkich a oni przytaknęli.
-Tiff podaj mi lusterko, proszę?- powiedział ze smutkiem Peter. Zmartwiona blondynka podała  przyjacielowi to o co prosił. A my wszyscy spuściliśmy głowy w dół.
-o Boże…- szepnął z niedowierzaniem. Długie cienkie rany,  biegły od początku kości policzkowych, do linii szczęki. Walker zawsze był tym przystojnym w grupie, miał największe powodzenie u dziewczyn. A ten chuj go tak oszpecił, dla mnie i tak jest piękny.
-Zostaną po tym blizny-chłopak  użalał się nad sobą, Victor tylko przytakną.
-Ej stary, blizny są męskie- próbował zażartować Andre. A Tiffany tylko trzepnęła go  w ramię.
-To moja wina- zajęczałam, z rozpaczy. A Andre fukną zirytowany.
-Ej chodź tu do mnie- powiedział Walker i poklepał puste miejsce obok siebie. Wykonałam jego polecenie. Chłopak odgarną pojedynczy kosmyk moich kasztanowych włosów za ucho i pogłaskał mnie czule po policzku. A następnie pozwolił mi wtulić się w swoje ciało.
-Ej już nie płacz, to nie twoja wina, a poza tym nie żałuję tego co zrobiłem, Liam nie powinien zaczynać tematu.- po tym jak wypowiedział te słowa, Andre wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
-Czasami zachowuje się jak baba w ciąży- fukną Peter, a my wszyscy się zaśmialiśmy.

*Perspektywa Andre*

Kurwa, jak on może ją pocieszać! Wszyscy doskonale wiemy że to jej wina, ale nikt tego kurwa oczywiście nie przyzna! Uwielbiam Sky ale użala się nad sobą jak święta krowa!
-Stary co jest? Po mojej prawej pojawił się Justin.
-Co jest?! Kurwa wszyscy doskonale wiemy że gdybanie Sky to nic by się nie wydarzyło!
-Ja pierdole Andre! Rozumiem do chuja że to twój przyjaciel, ale zrozum że Sky nie ma na to wpływu co robi jej Rich! Nie wyżywaj się na niej bo na to nie zasługuje!
-Daj mi spokój.
 Mam ich wszystkich dość. Jak się martwisz to źle, a jak sie martwisz to też kurwa źle. Wszedłem do pokoju trzaskając drzwiami i rzucając się na łóżko.
-Andre? Przepraszam.






Czytam=Komentuję




1 komentarz:

  1. Peter jest na prawde dobrym przyjacielem. Rozdzial suuper czekam na nexta !! :*

    OdpowiedzUsuń