sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 2.

*Perspektywa Petera*

-Siadaj- warknął Jenner, wskazując na krzesło przed swoim biurkiem. Wywróciłem oczami ale wykonałem jego polecenie. Kiedy usiadł przede mną, stwierdziłem, że i tak w bardziej gównianej sytuacji być nie mogłem więc dymnie się uśmiechnąłem. Zaskoczenie było widoczne na jego krzywej twarzy.
-Jak już z tobą skończę to nie będziesz miał powodów do uśmiechu- powiedział przeczesują między czasie swoje długie włosy. A ja tam nad zwyczajniej w świecie siedziałem czekając na swoją karę.
-Możemy już zaczynać? Bo nie chcę siedzieć w tej norze zbyt długo- powiedziałem nie tracąc poczucia humoru.
-Jak sobie życzysz.- odpowiedział z przebiegłym uśmieszkiem na ustach.-A więc wiesz z jakiego powodu tu jesteś?- zapytał patrząc głęboko w moje oczy. A ja postanowiłem się z nim trochę pobawić.
-Przez pana, bo gdyby nie był pan takim chujem i nie gwałcił swoich podopiecznych to tamten idiota nie zacząłby tego tematu.-powiedziałem ze złością. A jego widocznie zamurowało słysząc moje odważne słowa i pewny siebie ton głosu.
-Przestań wszyscy doskonale wiemy ze tym dziwkom się to podoba a w szczególności Skylet-zadrwił.
-KURWA!!! jesteś chory psychicznie ja pierdole powinieneś się leczyć idioto.- wykrzyczałem  prosto w jego twarz, która była czerwona ze złości, w jednej chwili uderzył mnie z otwartej dłoni i zaczął się śmiać. Następnie przywiązał moje dłonie do sznurów wiszących z sufitu, które miały mnie utrzymać w pozycji pół-prostej. Kiedy byłem unieruchomiony kopnął mnie w brzuch z kolana, a ja poczułem smak krwi w ustach, którą zaraz wyplułem na jego buty i zaśmiałem się. Jego reakcja była do przewidzenia ponieważ wpadł w furię i zaczął obkładać mnie pięściami. Po chwili zacząłem widzieć przez mgłę. Rich widząc że zaraz stracę przytomność, polał mnie zimną wodą co skutecznie mnie otrzeźwiło.
-I po co ci to było gówniarzu? -zapytał dumny z siebie. Podszedł do biurka i wyciągnął z niego scyzoryk. Pomachał mi nim przed oczami. Następnie otworzył go i bardzo powolnym ruchem zaczął nacinać skórę na moim obojczyku, pojedynczy krzyk opuścił moje usta bo ból był straszny. W moich oczach zagościły łzy które zaraz zaczęły spływać po moich policzkach, bardzo nie chciałem dopuścić do siebie płaczu ale to było silniejsze ode mnie. Widząc mnie jak cierpię Jenner ponowił swój czyn na drugim obojczyku, teraz nie mogłem powstrzymać się od krzyku, który był dowodem mojej słabości. Rich wyciągnął scyzoryk i z uśmiechem wbił mi go w ramię. To tak kurewsko bolało, że zaczynałem odpływać. On widząc to klasnął mi dłońmi na których widoczna była moja krew, przed oczami. Ponownie podniósł w górę scyzoryk i zaczął nieubłagalnie wolno ciąć mi policzek wzdłuż śladów moich łez, przez co rana piekła jeszcze bardziej, tą samą czynność powtórzył z drugiej strony. Dumnie wyprostował się i usiadł za swoim biurkiem. Jego twarz nie ukazywała żadnych emocji-bo był przyzwyczajony do sprawiania ludziom bólu, co ja mówię on to kochał. Przyłożył do swoich cienkich ust wolno tlącego się papierosa, którym zaczął się zaciągać.
-Brzydzę się tobą- powiedziałem resztkami sił a ból nie ustępował lecz sie nasilał.
-Słucham?! Jeszcze nie masz dosyć?!-wykrzyczał. A ja zdobyłem się na uśmiech.
-Brzydzę się tobą-powtórzyłem. Nie ze względu na to co mi zrobiłeś, nie wierze w to jak można podnieść rękę na kobietę a co gorsze dotykać ją w brew jej woli popaprańcu,  jesteś marną podróbą mężczyzny.- powiedziałem na jednym wydechu, ponieważ każdy kolejny wdech przynosił ze sobą ból, którego nie mogłem znieść.
-A więc takie masz o mnie zdanie? to takie przykre...,- wycedził przez zęby.
-Ale prawdziwe- powiedziałem a z moich ust wyszedł śmiech, gardzący jego osobą.
Jenner podszedł do mnie z tlącym się papierosem, którym zaczął przypalać moje rany na obojczykach. Wtedy nie wytrzymałem zacząłem krzyczeć, bo ból był niemiłosierny . Na końcu zgasił go wbijając peta w moją otwartą ranę w ramieniu i to było ostatnie co zapamiętałem ponieważ straciłem przytomność.

*Perspektywa Andre *

2 godziny, 120 minut katował mojego przyjaciela co chwilę słyszałem jego przeraźliwe krzyki, śmiech Jennera oraz dokuczliwe odzywki Walkera. Serio powinien się już zamknąć bo tylko pogarsza sytuację. Zaczynam się martwić o tego idiotę, nigdy nie był karany tak długo i nigdy nie słyszałem jego krzyków. Zawsze przyjmował karę jak to mówił ''na klatę'' i z pokorą. Po pokoju rozbrzmiewały delikatne dźwięki gitary na której w skupieniu i ze smutkiem gra śliczna Tiffany. Claudia zawzięcie rysowała w swoim szkicowniku. Victor patrzył ślepo w okno jakby próbował chociaż na chwile zapomnieć o tym co się tu dzieje. Sky siedziała w kącie cały czas cicho płacząc, Justin próbował ją pocieszyć, ponieważ ta cały czas obwiniała za to siebie. w końcu nie wytrzymałem.
-Boże przestań płakać! Ogarnij wreszcie z to nie twoja wina, KURWA!!!- zacząłem ciągnąć za swoje włosy jakby miało mi to do cholery w czymś pomóc. Ktoś dotkną mojego ramienia, odwróciłem się i napotkałem zmartwione spojrzenie Polly. Przewróciłem oczami.
-A Ty w końcu przestań udawać pieprzoną matkę Teresę, zachowujesz się jakbyś wszystkie rozumy pozjadała. Doskonale wiem co chcesz powiedzieć, zaraz zaczniesz mi wygłaszać kazania, oookey?!! mam tego dosyć, kurwa zaraz tam pójdę i zakończę to gówno.-powiedziałem odwracając się i zmierzając w kierunku gabinetu.

-NIE!!!- nie spodziewałem się usłyszeć tego głosu, odwróciłem się spojrzałem na Claudie, która zamknęła oczy i zaczęła szybko kreślić coś na kartce. Wszyscy podbiegliśmy do niej, ponieważ wiedzieliśmy że ma wizję, była medium. Kiedy się stresowała dostawała ''ataku'' rysowała, pisała, i malowała po wszystkim co było pod ręką. Niektóre z jej wizji sprawdzały się, a inne były tak idiotyczne że można się zesrać np. Że jakiś pieprzony lis chodzi za Sky ale ona go nie widzi, albo najlepsze było kiedy narysowała Tiff z kolczykiem w wardze, przykładającą sobie do skroni pistolet, kurwa co jest najlepsze ze Tiffany ma fobię przed igłami. Kiedy skończyła szkicować nikt nie zwracał na nią już uwagi bo w drzwiach stanął Peter. KURWA leżał nie był w stanie się poruszyć. Kiedy się ogarnełem podbiegłem do Walkera a za mną Sky. Położyliśmy go na jednym z łóżek. Wyglądał jak zombie, był blady (jak na niego)miał pokiereszowaną twarz, na której widniały liczne siniaki, cięcia i zaczerwienienia. Był bez koszulki, dzięki czemu spostrzegliśmy rany na obojczyku oraz liczne ślady pobicia. Z otwartej rany w ramieniu sączyła się krew. Nie mogłem uwierzyć w to w jakim znajdował się stanie. Ten  widok zapamiętam do końca mojego jebniętego życia.

-Peater...- szepnęła Sky, a zaraz wybuchła płaczem.
-Tiffany daj apteczkę, kurwa a najlepiej trzy. -Ha-ha, zajebiste poczucie humoru.
-Walker, spójrz na mnie, stary otwórz oczy, kurwa Peter proszę.-nie wytrzymałem zacząłem płakać, kurwa nie wierzę ja nigdy nie płaczę. KURWA.


1 komentarz:

  1. Ohhh... Jejku Peter :( Chcial bronic ddziewczyne :(

    OdpowiedzUsuń