*Perspektywa Sky*
- Dziewczynki, pobudka jest już ósma.- Powiedziała śpiewnie
Trudy, przetarłam sennie oczy i miło się do niej uśmiechnęłam, Polly tylko
przeklęła pod nosem i zaczęła jęczeć.
-NO właśnie, jest 8!- Powiedziała w międzyczasie ziewając.
-Śniadanie już czeka zejdźcie na dół jak się ubierzecie.-
Powiedziała wychodząc z naszego pokoju.
-Eeee, w co się ubierasz?- Zapytała podchodząc do szafy,
wzruszyłam ramionami i podeszłam do przyjaciółki. Ona zaś wybrała już dla
siebie błękitny sweterek i zwykłe czarne rurki. Postanowiłam że dzisiaj ubiorę
się w zwykłą białą bokserkę i jasne jeansy. Po wykonaniu porannych czynności
razem zeszłyśmy do stołówki, po drodze przyłączając się do Tiff, która
zawzięcie dyskutowała z Justinem.
Zajęłam swoje stałe miejsce między Victorem a Claudią, przy stole zostały dwa wolne
miejsca jedno na przeciwko mnie, należące do Andre i miejsce obok, Petera. Z
smutkiem spojrzałam w kierunku pustego krzesła. Nie zwracając na to dłużej
uwagi zaczęłam spożywać swój posiłek.
-Hejooo, stęskniliście się bachory?- Krzyknął Peter, który
aktualnie poruszał się o kulach. Za nim do pomieszczenia wszedł Andre, od razu
nawiązaliśmy kontakt wzrokowy.
-Hej.-Przywitał się z mną siadając na swoim miejscu, zerknął
na mój zabandażowany nadgarstek.
- M...możemy potem porozmawiać? - Cicho zapytał, patrząc mi
w oczy. Skinęłam głową.
-Bożeee czemu nikt się nie odzywa?!- Zajęczała Tiffany, ale
nikt nie odpowiedział.
- Pozwólcie, że ja przemówię.- Powiedział za jej plecami
Jenner, a ja na jego widok straciłam apetyt.
-Dzień dobry.- Powiedziała Tiff, spuszczając nisko głowę.
-A więc wczoraj przemyślałem kilka kwestii, i bardzo nie
podoba mi się wasze zachowanie, brak jakiegokolwiek szacunku do mojej osoby, a
już nie wspomnę o kulturze osobistej.- Po jego słowach Justin cicho fukną, a
Rich tylko uciszył go wzrokiem.
-Kontynuując, od dnia dzisiejszego, będziecie jeździć do
szkoły zajmującej się taką niedojrzałą młodzieżą jak wy, jakieś pytania?-
Zapytał z uśmieszkiem na ustach. Polly zgłosiła się.
- Tak panno Middlton?- Skinął na nią.
-Gdzie znajduje się ta szkoła? Czym będziemy docierać, i ile
czasu dziennie tam spędzimy?- zapytała.
-W Londynie, wynająłem autobus, 4 godziny.- Odpowiedział na
jej pytania. A my słysząc to zajęczeliśmy. Serio 4 godziny w szkole, z czego
podróż autobusem do Londynu zajmie nam około godziny. I o jakim on do cholery
"szacunku do jego osoby" mówi!
-Jak nie macie więcej pytań, to proponuje zabrać swoje
rzeczy, ponieważ wasz transport przyjedzie za pół godziny, Liam jedzie z wami i
żądam odpowiedniego traktowania dla niego.-Powiedział to i wyszedł. My tylko
wymieniliśmy między sobą porozumiewawcze spojrzenia i nagle każdy z nas wstał
od stołu zmierzając do swojego pokoju w błyskawicznym tępię. Szybko wzięłam
swój plecak, spakowałam do niego bluzę, butelkę wody i długopis no i oczywiście
trochę pieniędzy, nie wiem może się przydadzą. Wyszłam na zewnątrz gdzie
czekali już na mnie przyjaciele.
- No to idziemy, na przystanek, tak?- spytała Claudia, a my
przytaknęliśmy.
-Kuźwa, chyba zostawiłam otwarte okno, jak zacznie padać to
znowu nam wszystko zaleje.- Jęknęłam.
-CO?! Idź szybko.- Powiedziała Polly, pośpieszając mnie.
Kiedy dotarłam do swojego pokoju, zorientowałam się, że okno jest zamknięte.
Dałabym sobie rękę uciąć, że go nie zamknęłam.
-Pff, trudno.- Powiedziałam do siebie i zaczęłam zmierzać w
kierunku, przystanku, który okazał się pusty. Zaczęłam panikować, przecież
Jenner mnie zabije. Z bezradności kopnęłam w ławkę, a moja stopa zaczęła mnie
piec. A więc zostałam tutaj sama, z bolącą stopą, zamkniętym oknem, i na
dodatek zaczyna padać deszcze. Nagle przy przystanku zatrzymał się czarny
samochód. A jego szyba opadła.
-Do Londynu?- Zapytał ochrypnięty głos, a ja stwierdziłam od
razu ,że jest mega seksowny.
Nie zastanawiając się dłużej podeszłam do drzwi od strony
pasażera i zajęłam miejsce obok kierowcy. Spojrzałam w stronę mojego wybawiciela
i napotkałam się na to intensywne zielone spojrzenie.
-Jestem Harry. - Powiedział wyciągając przed siebie dłoń,
którą miałam zapewne potrząsnąć. Ale przez moje gardło nie przeszło ani jedno
słowo, po prostu delektowałam się jego pięknem.
Czytasz=Komentujesz